piątek, 22 kwietnia 2022

Centrum danych powinno być fortecą


Rosnąca liczba zagrożeń i bardziej zaawansowane techniki przeprowadzania cyberataków prowadzą do wniosku, że centra danych powinny być fortecami nie do zdobycia, i to zarówno drogą cyfrową, jak i fizyczną. 


Data Center powinna być fortecą nie do zdobycia. Fot. px.

 

Cyber-defensywa przede wszystkim

To jeden z najważniejszych wniosków z przygotowanego przez firmę Service Express opracowania Data Center and Infrastructure Report 2022. Niemal połowa (49%) zaproszonych do badania specjalistów IT związanych z branżą centrów danych potwierdziła, że poprawa i „umocnienie” systemów zabezpieczania danych to kluczowy punkt planu działań na ten rok. Niżej uplasowało się usprawnienie wewnętrznych procesów administracyjnych (37%) oraz rozwijanie umiejętności i kompetencji personelu IT (32%). Jednocześnie, praca nad nieustannym uszczelnianiem infrastruktury i rozwijaniem systemów dbających o jej bezpieczeństwo jest także największym wyzwaniem na 2022r – zgodnych co do tego było aż 60% respondentów. W znacznie mniejszym stopniu akcentowano natomiast problem z niedostatkiem personelu (44%) czy redukcję bądź zamrożenie budżetów (41%).

"Branża, obserwując obecną sytuację, zdaje sobie sprawę z potrzeby zadbania o bezpieczeństwo z jeszcze większym zaangażowaniem nich dotychczas. Nie oznacza to oczywiście, że dotąd bagatelizowała zagrożenia, o czym niewątpliwie świadczą nakłady na ten cel, jednak dziś wyzwania w tym obszarze stają się jeszcze większe. To za sprawą rosnącej niepewności czy nowych identyfikowanych sposobów przeprowadzania cyberataków" – tłumaczy Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud.

Ataki hakerskie co 11 sekund

Analitycy bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni z firmy ESET natrafili niedługo po rosyjskiej agresji na Ukrainę na nowe typy ataków: HermeticWiper oraz IsaacWiper. Na pierwszy rzut oka wyglądają na klasyczne ataki ransowmare, jednak w przeciwieństwie do nich nie pozwalają na odzyskanie danych po opłaceniu okupu, niszcząc zainfekowane pliki czy uniemożliwiając dalszą pracę fizycznych dysków. Generalnie, ransomware staje się coraz bardziej niebezpieczną bronią – jak dowiódł ostatni ekspertyment ekspertów z firmy Splunk, atak tego typu jest dziś w stanie zainfekować kilkaset tysięcy plików w ciągu zaledwie kilku minut. To także jedna z najpopularniejszych technik internetowych przestępców – w minionym roku incydenty bezpieczeństwa powodowane przez ransomware rejestrowano na całym świecie co 11 sekund.

Niezmiennie, dużą popularnością cieszą się też ataki DDoS, które stanowią coraz szybciej zyskujące na sile wyzwania dla infrastruktur IT. Wg. analityków Akamai nowe metody ich generowania pozwalają na osiąganie dotąd niespotykanej skali, zdolnej sięgać nawet 11Gb/s i wysyłania co sekundę 1,5 miliona pakietów blokujących systemy informatyczne. 

"Cyberataki, szczególnie te blokujące dostępność systemów IT takie jak DDoS, potrafią trwać nawet kilka dni, więc po przemnożeniu strat ponoszonych w ciągu minuty przez kilkadziesiąt godzin otrzymujemy już bardzo wysokie wartości strat finansowych. Dla przykładu – posługując się średnią z analizy RISKIQ, firma „zblokowana” na 3 dni może stracić ponad 120 tysięcy $, czyli niemal 460 tysięcy złotych. Sposobem na zminimalizowanie ryzyka jest dobór partnera, który gwarantuje najwyższe standardy bezpieczeństwa, potwierdzone zarówno odpowiednimi certyfikatami jak i wieloletnim doświadczeniem w utrzymywaniu i zarządzaniu danymi swoich klientów" – dodaje Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

Zyski osiągane przez ciemną stronę internetowej aktywności osiągają już na całym świecie skalę trudną do szybkiego zwizualizowania. Analiza Cybersecurity Ventures przewiduje, że z poziomu 3 bilionów dolarów w 2015 wzrosną one w ciągu dekady aż do 10,5 biliona (w 2025 roku).

Nie tylko cybersfera

Warto zauważyć, że pod pojęciem „fortecy” w odniesieniu do centrum danych kryje się nie tylko bardzo dobrze zabezpieczona przed cyberatakami infrastruktura sieciowa, ale także rozwiązania umożliwiające mu „przetrwanie” szeregu zagrożeń zupełnie innej natury. Mowa tutaj o ryzyku niedostępności usług IT spowodowanych przez katastrofy czy anomalie klimatyczne, pożary, brak dostępu do sieci elektrycznej i internetowej czy awarie sprzętu, w tym choćby zasilaczy UPS. 

"Tutaj, szczególną uwagę firm myślących o outsourcingu swoich zasobów IT powinny zwrócić posiadany przez operatora stopień certyfikacji ANSI lub Uptime Institute, Jeśli danemu data center przynano najwyższy 4 poziom, to oznacza, że dysponuje odpowiednim rozkładem pomieszczeń, wieloma niezależnymi sieciami zasilania oraz internetowymi, najwydajniejszą wentylacją czy autonomicznymi systemami gaśniczymi i jest w stanie zapewnić maksymalny, wspominany wcześniej, wariant dostępności. Niezależnie od tego, z czym „przyszłoby mu się mierzyć” – stwierdza Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

Branża Data Center staje zatem w obliczu niemałych wyzwań związanych z szybkim i skutecznym odpowiadaniem na szereg zagrożeń dla dostępności danych. Wiele wskazuje na to, że coraz więcej obiektów tego typu będzie „fortecami” już od momentu powstania. Choćby dlatego, że ze względu na dynamiczny przyrost danych i firmową migrację do chmur obliczeniowych powstaje coraz więcej największych i najlepiej „strzeżonych” hiperskalowych centrów danych – obecnie jest ich na świecie już ponad 700. Jeszcze w 2016 liczba ta nie przekraczała 340, co oznacza, że w ciągu 5 lat przybyło ich niemal dwukrotnie więcej.

Newseria, oprac. db


wtorek, 5 kwietnia 2022

Współpraca z Tiktokerem - co powinieneś sprawdzić przed podjęciem współpracy?


Analiza wizerunku tiktokera, czyli co powinieneś sprawdzić przed podjęciem współpracy. 

TikTok się nie zatrzymuje. On pędzi. Liczba nowych twórców, którzy zakładają konta w aplikacji, rośnie z dnia na dzień. Ich różnorodność jest bardzo korzystna dla osób chcących nawiązać współpracę. Jednak dotarcie do jakościowych, odpowiednich influencerów jest wyzwaniem. Jak więc dobrze szukać? Sprawdzając poniższe 5 elementów. 


Jak wybrać Tiktokera do współpracy. Fot. px.

1. Zaangażowanie – czy na pewno jest?

Nie ma wątpliwości, że 6-cyfrowe liczby dotyczące obserwujących i polubień wyglądają bardzo zachęcająco na profilu tiktokera, Jednak nie zawsze są one zgodne z rzeczywistym stanem aktywności, zarówno ze strony publikującego, jak i jego odbiorców. Dlatego warto zwrócić uwagę na częstotliwość, regularność i jakość udostępnianych przez influencera treści oraz na sposób komunikacji z fanami. Za sprawą jednego, viralowego materiału wiele osób błyskawicznie zyskuje popularność, której później nie jest w stanie utrzymać, a zgromadzeni wówczas użytkownicy nie pozostają długo. Dostrzeżenie u tiktokera systematyczności, sumienności, efektywności przy produkcji materiałów i realnego budowania więzi z odbiorcami stanowi połowę sukcesu. Ważne jest także zbadanie skupionej przy nim wirtualnej społeczności. Najlepiej to sprawdzić przeglądając sekcję komentarzy oraz pozostawione reakcje pod poszczególnymi filmami.

2. Dobre vs. złe postrzeganie?

Ciekawy content i barwna osobowość? A może jednak kontrowersje i częste wizerunkowe potknięcia? Sprawdzenie powodów popularności danego twórcy jest następnym obszarem wymagającym researchu. Reklamowanie scamu, wdawanie się w słowne potyczki czy publikowanie kontrowersyjnych materiałów przyciąga ciekawskich. Takie grono, mimo wielkości, nie wpisze się w ramy modelowych konsumentów, do których miałaby trafić kampania. Dlatego weryfikacja zachowań influencerów już na początkowym etapie przyniesie wiele korzyści. Przede wszystkim pozwoli wykluczyć niektórych, a tym samym zaoszczędzić czas. Zapobiegnie również pojawieniu się potencjalnych kryzysów i wpadek wizerunkowych marki, proponującej współpracę. Poza tym internet pamięta wszelkie „dramy” i z chęcią wypomni je przy każdej okazji, a to ostatnie, z czym powinieneś się mierzyć, dobierając tiktokera do współpracy.

3. Trafne dopasowanie

Krąg poszukiwań tiktokera można znacząco zawęzić, określając charakterystyczne cechy i umiejętności, które sprawdziłyby się idealnie w planowanym projekcie. Dobra dykcja, odpowiednia gestykulacja, a może poczucie humoru? Po obejrzeniu kilku materiałów twórcy, jego mocne strony są niemal od razu do zauważenia. Jeżeli planowana akcja związana jest z branżą beauty, szukaj osób kreatywnych, uzdolnionych plastycznie, mających zmysł estetyczny. Z kolei do promocji produktów kuchennych najlepiej sprawdzą się pasjonaci gotowania o interesującym głosie, którzy potrafią zahipnotyzować widzów. Inną opcją jest obranie odwrotnego kierunku - wyłonienie najmocniejszych stron danego tiktokera, na podstawie których dobrane zostaną działania.

4. Dawne współprace

Zapoznanie się z dotychczasowymi współpracami, które zlecono influencerowi, to przedostatni krok audytu twórcy. Może się okazać, że analizowany profil to “słup reklamowy”, co wychwycili nawet odbiorcy, irytujący się w komentarzach. Z kolei selektywne i ostrożne dobieranie przez tiktokerów propozycji, realnie pasujących do prezentowanych treści na profilu – to dobry znak. Research tego obszaru jest też ważny w kontekście planowania kształtu kampanii. Jeżeli na koncie twórcy przeważają unboxingi, taneczne challenge, czy proste formy reklamy warto zaproponować coś ciekawszego, czego społeczność jeszcze nie widziała.

5. Wspólne konteksty komunikacyjne

Ostatni, ale oczywiście nie mniej ważny punkt! Często na swoich profilach influencer zdaje relacje z dnia codziennego i aktualnych wydarzeń z życia. Ogłasza małe sukcesy, porażki i plany. To dobry moment, aby uważnie się w to wsłuchać i trafnie powiązać z wizją zaplanowanego projektu. Warto wykorzystać te niuanse przy pierwszym kontakcie mailowym z twórcą, pokazując tym samym rzeczywiste zainteresowanie. Być może tiktoker wspomniał ostatnio o problemach, z którymi poradzi sobie Twoja marka lub jego aktualne potrzeby zrealizujesz poprzez oferowane usługi? Zbadanie i wykorzystanie wspólnych kontekstów komunikacyjnych zamyka proces weryfikacji.

W efekcie…

Badając powyższe obszary medialnej działalności twórcy, zyskasz pewność, że żadna z płaszczyzn nie stanowi zagrożenia dla Twojej marki, a złożenie propozycji współpracy tiktokerowi powinno zakończyć się sukcesem. Jest to złożony proces, na który nie każdy marketer znajdzie czas. Dodatkowo, niezbędna jest płynność poruszania się w medium i umiejętność oceny treści, które są tam publikowane.

Dlatego warto korzystać z gotowych rozwiązań takich jak “TikTok Influ Book”. Jest to stale aktualizowana i ręcznie uzupełniana przez ekspertów baza polskich twórców z TikToka. Każdy z profili znajdujących się w “TikTok Influ Book” analizowany jest przez heavy userów na podstawie 17 kryteriów – m.in. wiek, płeć, obszar działalności, zasięgi, zaangażowanie czy ubiegłe współprace.

Dzięki doświadczeniu i pracy osób specjalizujących się powyższym medium, możliwy jest nie tyle “personalny touch”, ale również jasne, kompleksowe rekomendacje dla konkretnej marki lub planowanej strategii kampanii. 

Newseria


piątek, 11 marca 2022

Co daje szczęście pracownikom?


W czasie pandemii zwiększył się odsetek pracowników odczuwających, że są bardziej kontrolowani w pracy niż dotychczas – wynika to z badania ADP „People at Work 2021: A Global Workforce View”. Ta sytuacja nie wpłynęła jednak na poziom szczęścia pracujących Polaków. 

 

Co daje szczęście pracownikom? Fot. px.

 

W trakcie pierwszego szczytu pandemii COVID-19 blisko 8 milionów Polaków pracowało zdalnie.[1]  Jak wynika z raportu „People at Work 2021: A Global Workforce View” stworzonego przez światowego lidera usług kadrowo-płacowych, firmę ADP, 44 proc. ankietowanych zauważyło, że pracodawca zaczął kontrolować ich frekwencję oraz terminowość zadań bardziej niż przed pandemią. Co więcej, z analiz opracowanych przez ekspertów ADP Research Institute wynika, że trend wzmożonej kontroli pracowników utrzyma się także w 2022 roku:

"Niepewność, dynamicznie zmieniająca się rzeczywistość oraz chęć posiadania kontroli nad poszczególnymi aspektami życia sprawiły, że pracodawcy z mniejszym zaufaniem podchodzili do pracy zdalnej i częściej niż dotychczas sprawdzali efekty pracy pracowników. W tym trybie funkcjonujemy już jednak od blisko dwóch lat a model pracy zdalnej stał się powszechny. Przed pracodawcami stoi bardzo trudne wyzwanie zapewnienia komfortu pracy całemu rozproszonemu zespołowi. Najważniejsze wydaje się być wypracowanie wspólnych schematów działania, a także otwartość i zrozumienie wzajemnych potrzeb. W 2022 roku kluczowa zatem będzie komunikacja na linii pracownik-pracodawca" – mówi Anna Barbachowska, HR Business Partner w ADP Polska.

"Przejście z dnia na dzień na tryb pracy zdalnej wiązało się z powszechnym szokiem, niedowierzaniem, a u niektórych nawet oporem psychicznym. Nagle wszyscy musieliśmy się odnaleźć w naszej domowej rzeczywistości. Chociaż przed pandemią praca zdalna była postrzegana jako benefit, to jednak po okresie zamknięcia w przysłowiowych „czterech ścianach”, zatęskniliśmy za pracą w biurze i bezpośrednim kontaktem ze współpracownikami" – mówi psycholog Mind Health – Centrum Zdrowia Psychicznego, dr Sylwia Wysocka-Sollich. – "W mojej ocenie nie ma już jednak powrotu do rzeczywistości sprzed pandemii. Przyzwyczailiśmy się do elastycznych godzin pracy, oszczędności czasu i energii na dojazdy, a także możliwości pracy zgodnej z naszym indywidualnym rytmem dobowym. Pracując zdalnie, a w szczególności hybrydowo znacznie łatwiej jest nam również pogodzić życie rodzinne z zawodowym" – dodaje.

Transparentność w komunikacji

Jak wynika z badania ADP „People at Work 2021: A Global Workforce View”, ponad połowa (53 proc.) pracujących Polaków twierdzi, że w trakcie pandemii nie miała problemu z komunikacją ze swoim przełożonym. Co ciekawe, z tym stwierdzeniem najczęściej zgadzają się pracownicy sektora bankowości i finansów oraz nieruchomości (58 proc.). Natomiast biorąc pod uwagę wielkość firmy, najmniej transparentni pod względem komunikacji w trakcie pandemii byli przedsiębiorcy zatrudniający od 10 do 49 pracowników (46 proc.).

Praca, która daje szczęście 

Jak wynika z ogólnopolskiego badania More Happiness, szczęście polskim pracownikom dała praca hybrydowa. W trakcie ostatnich kilkunastu miesięcy, wiele firm zmuszonych było zreorganizować dotychczasowy model pracy. Jak się jednak okazuje – miało to pozytywny wpływ na zatrudniane osoby. Najszczęśliwszymi pracownikami są ci, którzy wykonują swoje obowiązki w trybie hybrydowym, ich Happiness Index wynosi 73 proc., natomiast tych pracujących zdalnie 70 proc. Dodatkowo, hybrydowy tryb pracy w porównaniu do zdalnego lub biurowego pozytywnie wpływa na ocenę współpracowników oraz atmosfery w pracy.[2]

"Jednym z najważniejszych trendów na rynku pracy od początku pandemii stała się praca zdalna. Coraz częściej pracodawcy opowiadają się jednak za tym, by pracownicy – w miarę możliwości – wracali do stacjonarnego trybu pracy. Należy jednak zwrócić uwagę na to, że łączenie pracy z obowiązkami domowymi stało się dla pewnej grupy osób czymś normalnym i codziennym. Należy spodziewać się tego, że część pracowników niechętnie wróci do biura. Popularnym i dogodnym dla większości może okazać się jednak model hybrydowy, na którym skorzystają zarówno pracownicy, którym brakuje kontaktu ze współpracownikami, jak i pracodawcy, którzy będą mogli monitorować efektywność i postępy w pracy zespołów projektowych" – dodaje Barbachowska.

"Na pracy z domu zdecydowanie zyskały osoby, które łatwo rozpraszają się w grupie i mają problemy z koncentracją oraz są bardziej podatne na dystraktory. Tacy pracownicy są znacznie efektywniejsi pracując zdalnie w pojedynkę, jednak musimy pamiętać, że nie wszystkie zawody pozwalają na taki model pracy. Niekiedy pracownicy potrzebują jednak narzucenia im pewnych ram pracy, ponieważ łatwiej jest im się wówczas zmobilizować lub też wyłączyć w godzinach poza pracą" – mówi psycholog Mind Health – Centrum Zdrowia Psychicznego, mgr Sylwia Wysocka-Sollich.

"Sytuacja związana z możliwością pełnienia swoich obowiązków w trybie hybrydowym jest w mojej ocenie tą, która daje pracownikom największe poczucie szczęścia. Nie mają oni już przymusu siedzenia w biurach 5 dni w tygodniu, ale elastycznie dopasowują swój czas pracy do trybu życia. Z jednej strony praca hybrydowa godzi nasze dotychczasowe przyzwyczajenia nabyte podczas pandemii z potrzebą kontaktów ze współpracownikami, wymianą pomysłów lub też budowania atmosfery pracy. Z drugiej strony ten rodzaj pracy nadaje pracownikowi duże poczucie sprawczości – często to on może zdecydować, w które dni pracuje indywidualnie w domu, a kiedy jedzie do biura, aby spędzić czas z współpracownikami i kolegami. Ta sprawczość jest szczególnie ważna w momencie tak dużej niepewności powodowanej przez pandemię. Możliwość pracy hybrydowej daje nam także szansę na odpoczynek od rutyny i codzienności, co w zdecydowany sposób wpływa na odczuwane przez pracowników szczęście" – podsumowuje ekspertka Mind Health – Centrum Zdrowia Psychicznego.

Jeszcze przed pandemią elastyczne godziny lub hybrydowy model pracy stanowiły bardzo „egzotyczny” przywilej dla pracowników. Obecnie sytuacja, w której pracodawca pozwala pełnić obowiązki w trybie zdalnym, staje się niekiedy koniecznością. Według badania „Rynek pracy: rok z koronawirusem”, aż 4 na 10 Polaków opowiada się za tym, by po wygaśnięciu pandemii pracować w sposób całkowicie zdalny lub hybrydowy. Dla porównania, za pracą z biura opowiada się tylko co dziesiąty ankietowany.[3] Co ciekawe, z badań wynika również, że to mężczyźni są większymi zwolennikami pracy stacjonarnej (55 proc.), w przypadku kobiet jest zupełnie odwrotnie (25 proc.).[4]

Newseria, oprac. db

-----------------

[1] https://www.pb.pl/8-mln-polakow-pracowalo-zdalnie-w-czasie-pandemii-1117678 (dostęp 21.12.2021 r.)

[2] https://www.pwc.pl/pl/artykuly/happiness-index-pwc-6-glownych-wnioskow.html (dostęp: 21.12.2021 r.)

[3] https://alebank.pl/czy-pracodawcom-oplaca-sie-monitorowac-prace-zdalna/?id=389913&catid=18917&cat2id=34359  (dostęp: 21.12.2021 r.)

[4] https://kadry.infor.pl/kadry/hrm/komunikacja/5365071,biuro-a-home-office.html (dostęp: 21.12.2021 r.)



Jak zarządzać firmą z sektora customer service w czasie kryzysu, jakim jest pandemia?


Prowadzenie firmy w czasach kryzysu to zadanie, które nie należy do najłatwiejszych. Wiele przedsiębiorstw przegrało walkę z pandemią i ze zmniejszającym się budżetem finansowym. O tym, jak jest w przypadku call center, mówi pan Artur Kapacki, prezes firmy Telmon. 


Wiele firm nie poradziło sobie z kryzysem. Fot. px.


Czy pandemia podcięła Państwu skrzydła? Czy może wręcz przeciwnie – pozwoliła na odkrycie nowych możliwości? 

Artur Kapacki: Na samym początku było bardzo ciężko. Pandemia z pewnością odcisnęła swoje piętno na większości firm z sektora customer service. Trzeba było zainwestować w rozwiązania, które pozwoliły przejść na pracę zdalną. Nasi partnerzy zmniejszali swoje zamówienia w dobie niepewności. Mogę jednak śmiało powiedzieć, że Telmon wyszedł z tej sytuacji obronną ręką. Działanie naszej firmy opiera się przede wszystkim na usłudze call center. Oferujemy naszym klientom niestandardową obsługę. Stawiamy na nieustanny rozwój oraz dążenie do doskonałości w świadczeniu naszych usług.

Jak udało się pogodzić pracę, która wymaga od konsultantów fizycznej obecności w biurze z koniecznością przeniesienia się na zdalną formę?

A.K.: Myślę, że ten zabieg udało nam się przeprowadzić dość sprawnie. Przed pandemią nasi konsultanci pracowali wyłącznie z biura. Epidemia wymusiła na firmach dostosowanie się do sytuacji i wypracowanie umiejętności pracy na odległość. W ciągu kilku tygodni udało się dostosować do nowej sytuacji zarówno technicznie jak i proceduralnie. Okazuje się, że dysponując odpowiednimi narzędziami i procedurami można łatwo przenieść pracowników Contact Center do trybu pracy zdalnej. Część procesów, które organizujemy wymaga jednak obecności w biurze, dlatego też ok 20% załogi pracowało stacjonarnie zgodnie z obowiązującymi przepisami o zachowaniu odpowiedniej odległości.

Czy pandemia odebrała Państwu klientów, których wcześniej Państwo obsługiwaliście?

A.K.: Nie, cały czas współpracujemy z firmami, które powierzyły dużą część swojej działalności w nasze ręce. Przeprowadzamy setki rozmów telefonicznych zarówno w trybie przychodzącym, jak i wychodzącym, obsługujemy skrzynki elektroniczne oraz czaty. Na bieżąco dostarczamy partnerom wyniki prowadzonych działań – raporty, statystyki oraz nagrania wszystkich rozmów. Dzięki temu możemy sprawnie modyfikować podejmowane aktywności, aby finalny efekt był jak najlepszy.

W jakich branżach i w jakim zakresie obsługujecie Państwo najwięcej osób?

A.K.: Nasi Partnerzy to przede wszystkim firmy z branży bankowej, ubezpieczeniowej i telekomunikacyjnej. Zajmujemy się również obsługą Klientów z branży energetycznej i fotowoltaicznej. Opierając się na wieloletnim doświadczeniu i zaangażowaniu całego zespołu jesteśmy w stanie zapewnić profesjonalną komunikację z klientami w każdym zakresie: od infolinii produktowej poprzez nowoczesne systemy zamówień, aż po skrupulatną obsługę reklamacji. Profesjonalny zespół konsultantów posiada kompetencje w zakresie obsługi rozmów przychodzących, jak i wychodzących,  związanych z badaniem rynku, przeprowadzaniem ankiet, rozmów sprzedażowych, a także w zakresie windykacji miękkiej, jak i telefonicznego monitoringu płatności. 

Jednym z naszych obecnych największych klientów jest Partner z branży bankowej, dla którego przeprowadzamy nie tylko projekt sprzedażowy, a także procesy back office.

Ile osób zatrudniacie Państwo obecnie?

A.K.: Aktualnie zatrudniamy ok. 500 konsultantów call center w dwóch miastach w Polsce. Jeżeli chodzi o kadrę zarządzającą, to liczy ona ok. 50 osób. Można zatem śmiało powiedzieć, iż nasza firma zatrudnia ponad pół tysiąca pracowników.

Prowadzicie Państwo rekrutację w dość nietypowy sposób. Czy mógłby Pan przybliżyć nam ten temat?

A.K.: Skupiamy się przede wszystkim na ludziach. Chcemy, by atmosfera w naszym zespole była jak najlepsza, dlatego też naszym celem jest dotarcie do potencjalnych pracowników przy pomocy m.in. social media. Na facebookowym profilu naszej firmy można znaleźć głównie zdjęcia pracowników i konkursów, które mają u nas miejsce. Połączyliśmy dotychczasową rekrutację stacjonarną z telefoniczną i online. Pandemia pokazała, że działania, które do wybuchu epidemii odbywały się wyłącznie w trybie stacjonarnym, można przeprowadzać w 100% online. Dzięki zdalnej rekrutacji i częściowo zdalnym onboardingu mogliśmy nie tylko jeszcze sprawniej odpowiadać na zmieniające się potrzeby biznesowe, ale też wspierać naszych kandydatów w niełatwym dla nich czasie poszukiwania zatrudnienia. Pozwoliło nam to również na rozszerzenie załogi o osoby z różnych części Polski.

Pandemia wymusiła na wielu osobach natychmiastową zmianę branży. Jak zatem radzą sobie nowi pracownicy, którzy wcześniej nie mieli do czynienia z pracą w call center?

A.K.: W mojej ocenie bardzo dobrze. Po zatrudnieniu pracownika, zapewniamy szereg szkoleń przygotowujących do ścisłej współpracy z klientami zarówno w zakresie obsługi, sprzedaży jak też samej części systemowej i oprogramowania. Osoby, które były zmuszone do zmiany branży po wybuchu pandemii, szukały najczęściej czegoś na przeczekanie. W naszej firmie taka sytuacja nie miała miejsca. Zrekrutowani pracownicy nadal zasilają szeregi Telmon.

Czy posiadają Państwo jakieś hasło, które towarzyszy Państwu na co dzień?

Dobre pytanie, przychodzi mi do głowy coś takiego: "bo jak nie my, to kto?" To słowa, którymi się kierujemy, które przyświecają nam na co dzień i które chcemy przekazywać każdemu nowemu pracownikowi. Budowanie dobrego zespołu to nasz priorytet. 

Stawiacie Państwo na rozwój całej załogi i doświadczenie. Czy owocuje to jakimiś wynikami, którymi mogą się Państwo pochwalić?

A.K.: W 2013 oraz 2017 roku otrzymaliśmy nagrodę Outsourcing Stars. To wydarzenie organizowane od 2013 roku przez Fundację Pro Progressive, które jest jedynym w Polsce niekomercyjnym konkursem dla sektora Nowoczesnych Usług dla Biznesu. Wyróżnienie otrzymują najlepiej rozwijające się organizacje sektora biznesowego. Nasza firma dostała nagrody w kategorii Call/Contact Centre. Nasze sukcesy postrzegamy również przez pryzmat miejsc w rankingach u naszych partnerów.

Porozmawiajmy teraz o back office. Czy procesy odpowiedzialne za prawidłowe funkcjonowanie firm odgrywają w Państwa organizacji kluczowe znaczenie?

A.K.: Tak, zdecydowanie. Funkcje back office’owe to w końcu podstawa prawidłowego funkcjonowania biznesu danego przedsiębiorstwa, czyli tzw. core business. Nasi klienci powierzają nam wybrane procesy, w których specjalizuje się Telmon. Nasze wsparcie jest niezbędne do właściwego funkcjonowania poszczególnych gałęzi przemysłu. Celem takich działań jest przede wszystkim zbudowanie większej lojalności oraz zaufania kontrahentów.

Newseria, oprac. db


Praca to za mało - daj pracownikom możliwość zmieniania świata


Jak znaleźć ludzi do pracy w branży IT? Jak dotrzeć ze swoją ofertą do tych, którzy każdego dnia dostają po kilka podobnych do siebie propozycji? Kluczem jest zaproponowanie takiego stanowiska, które pozwoli na pracę z najnowszą technologią oraz przy projektach zmieniających świat, a nawet życie milionów ludzi na lepsze. 


Dobra praca to nie wszystko - pracownicy z branży IT chcą naprawiać świat. Fot. Newseria.

Chodzi tu o taką pracę, w której inżynier ma realny wpływ na końcowy produkt, szybko dostrzega efekty swoich codziennych zmagań – wie doskonale, jak nowy produkt będzie wyglądał, jakie będzie miał funkcjonalności i jak będzie działał. Jeszcze lepiej, kiedy podróżując po świecie lub kraju, taki pracownik – na przykład na lotnisku, w kawiarni czy na stoku narciarskim – będzie mógł zobaczyć i pokazać dziecku, przyjacielowi czy partnerowi działające urządzenia, nad którymi osobiście jeszcze chwilę temu pracował.

"Oczywiście prawdą jest, że nie ma idealnego miejsca pracy. Ludzie odchodzą nawet z Google’a, o pracy w którym przecież wielu marzy. Każdy inżynier ma jednak indywidualne preferencje – stabilność i reguły korporacji nie muszą odpowiadać wszystkim. Moje doświadczenie pokazuje, że jedno wymaganie jest raczej stałe. Prawie każdy specjalista szuka pracy z najnowszą technologią w projektach zmieniających świat i mających wpływ na życie milionów użytkowników" – mówi Jerzy Mardaus z Ubiquiti Poland. 

Zaangażowanie motorem sukcesu

Dziś wszyscy informatycy – a przynajmniej tak sądzą podczas rozmów rekrutacyjnych – są ekspertami i pasjonatami w swojej dziedzinie. W każdym razie, popyt na ich kompetencje ciągle rośnie. Mimo to wielu z nich ma problem ze znalezieniem najlepszego miejsca pracy dla siebie, bo nie potrafi zaakceptować np. przewidywalnej i rządzonej przez procedury korporacji, w której pracownicy często mają niezbyt duży wpływ na to, czym się na co dzień zajmują – dla kogo i po co coś programują.

"Firmy informatyczne niezbyt często proponują stanowiska dające inżynierowi realny wpływ na rozwiązanie sprzętowe i oprogramowanie służące do zarządzania nim. W Ubiquiti tworzymy urządzenia wykorzystywane na całym świecie, a nasi pracownicy dostają wszelkie narzędzia, takie jak choćby wyposażone w najnowsze urządzenia laboratorium, dzięki którym mogą na miejscu przetestować wszystkie produkty" – wyjaśnia Jerzy Mardaus.

Programiści dobrze znają swój rynek pracy – mają jednak mocno określone wymagania i wiele firm na rynku zwyczajnie ich nie spełnia np. pod kątem wykorzystywanych technologii lub warunków finansowych.

Jak więc dotrzeć do takich doświadczonych ekspertów i pasjonatów technologii? Według badania No Full Jobs tylko w samym listopadzie 2021 roku liczba ofert w branży IT zwiększyła się o 140% w stosunku do roku ubiegłego. Zadanie zatem nie jest łatwe, ale wykonalne.

Doświadczenie i bezpośredni kontakt

Przede wszystkim rekrutację trzeba oprzeć na szukaniu pracowników nie tylko wśród nowych kandydatów, ale przede wszystkim pośród tych, którzy zaznaczyli już swoje miejsce na rynku:

"Po wielu latach spędzonych w jednej firmie pracownik zwykle potrzebuje nowego wyzwania i innego środowiska, aby móc dalej się rozwijać. Przedsiębiorstwa z kolei potrzebują „świeżej krwi”, aby zdobyć nowe spojrzenie na swoje produkty, wyjść poza schematy i zastosować inną, do tej pory niestosowaną metodologię pracy" – mówi Jerzy Mardaus z Ubiquiti Poland.

Jedyną i skuteczną strategią dotarcia do takich osób jest kontakt bezpośredni. Najlepsi kandydaci rzadko szukają pracy na portalach z ogłoszeniami. Trzeba ich znaleźć – na przykład w mediach społecznościowych skupiających ludzi aktywnych zawodowo, dobrze poznać i przygotować indywidualny przekaz, by trafić w ich potrzeby. Warto też od razu grać w otwarte karty i powiedzieć o elementach, które mogą być dla potencjalnych pracowników trudniejsze do zaakceptowania. Tylko wtedy zdecydują się na udział w procesie rekrutacji.

Warto pamiętać też, że rozmowy z kandydatami zawsze coś wnoszą – nawet wtedy, kiedy nie wybiorą naszej oferty. Dlaczego? Często to właśnie oni wskazują inne osoby nadające się na dane stanowisko lub dzielą się wiedzą o tym, gdzie w Internecie gromadzą się poszukiwani przez nas fachowcy.

Dobrzy specjaliści chętnie zmieniają pracę w poszukiwaniu lepszego wynagrodzenia lub innych sprzyjających warunków zatrudnienia. Coraz rzadziej patrzą jednak na lokalizację (preferowaną wśród programistów formą pracy jest praca zdalna) i związaną z nią dobrą atmosferę w biurze, na benefity czy relacje z szefem. Dziś najbardziej liczy się możliwość rozwoju, emocje i elastyczność, których w wielu ofertach nadal jeszcze brakuje.

Newseria, oprac. db

 

środa, 29 grudnia 2021

Jedzenie i zakupy na dowóz z robotem w roli kuriera

Roboty dowożące jedzenie i zakupy pod drzwi mają być już wkrótce nowością na polskim rynku dostaw. 

 

 

Pomysł na wykorzystanie tego typu urządzeń do dostarczania zakupów, poczty czy pizzy, poruszających się po chodnikach i ścieżkach rowerowych, powstał jeszcze przed wybuchem pandemii, ale to właśnie w jej wyniku innowacja nabrała rozpędu. Niektórzy zagraniczni gracze, na przykład w Stanach Zjednoczonych, mają już po tysiąc takich kurierów: "Roboty do dostarczania jedzenia to naprawdę bliska przyszłość" – uważa Sergiusz Lebedyn, założyciel DeliveryCouple. Jego firma jako pierwsza rozwija technologię na rodzimym gruncie.

Pandemia COVID-19 pchnęła branżę gastronomiczną o lata naprzód. Restauracje i bary, które przez kilka miesięcy pozostawały zamknięte, musiały inwestować w usługi na wynos. Zaczęły więc szukać nowoczesnych rozwiązań, by zwiększyć wygodę i bezpieczeństwo swoich klientów, a tym samym wpłynąć na rentowność prowadzonego biznesu. To m.in. dedykowane ich usługom i ofercie aplikacje na smartfony oraz korzystanie z systemów dostaw do klienta, oferowanych przez firmy kurierskie.

Pomysł na roboty w tej branży to w Polsce nowość. Sergiusz Lebedyn uważa jednak, że w ciągu dwóch, trzech lat w każdym większym polskim mieście będzie kursowało średnio około 10 tego typu robotów, dostarczając jedzenie i zakupy. Będą to robić na krótszych niż kurierzy odcinkach. Ostatnia mila, czyli dostarczenie paczki do rąk klienta, to znany problem branży logistycznej, a w gastronomii na dodatek jest on silnie związany z czasem dostawy. Restaurator nie zawsze ma pod ręką wolnego kuriera. Takie maszyny to pożądane rozwiązanie również z kilku innych powodów: 

"Jeśli mówimy o zaletach robotów do dostarczania jedzenia, jest to przede wszystkim cena. Roboty zagospodarują rynek dostaw poniżej 3 kilometrów, więc z jednej strony będzie taniej, z drugiej będzie to bardziej przewidywalne i skalowalne" – wyjaśnia założyciel DeliveryCouple.

To rozwiązanie sprawdzi się przykładowo w dniach czy godzinach, kiedy zamówień jest najwięcej. Przykładowo, na ulubioną pizzę w piątek wieczór czekamy zazwyczaj dłużej niż w pozostałe dni robocze: 

"Jednym z powodów, dlaczego tak się dzieje, jest brak kurierów i kierowców. Robotów można zaangażować tyle, ile trzeba w danym momencie" – mówi Sergiusz Lebedyn. "Robot niestety nie wejdzie na klatki i nie zapuka do drzwi. Będzie w stanie podjechać pod blok i trzeba będzie zejść po odbiór jedzenia".

Szef start-upu podkreśla, że maszyny nie zastąpią kierowców i kurierów, zagospodarują bowiem krótsze odcinki dostaw. Do tego dochodzi ugruntowany przez właścicieli styl prowadzenia sklepu, baru czy restauracji, w którym zastosowanie robotów będzie niepraktyczne. Poza tym niektóre sklepy i lokale działają w miejscach, gdzie robot nie jest w stanie podjechać pod same drzwi, zatem trudno będzie szybko i sprawnie załadować do niego jedzenie czy zakupy. Wtedy oczywiście kierowca jest osobą bardziej odpowiednią do tego typu zadania. 


Robot dowożący jedzenie. Fot. Newseria.

W Lublinie, gdzie powstała i funkcjonuje firma DeliveryCouple, rozwiązanie jest obecnie testowane. Dwa roboty wykonują zlecone dostawy na razie pod opieką operatora, w przyszłości mają pracować prawie zupełnie autonomicznie.

Jeśli chodzi o stosowanie tej technologii w praktyce, nie wszystko jest jednak do końca sprecyzowane. Jak zauważa Lebedyn, w polskim prawodawstwie brakuje szczegółowych regulacji. Spodziewa się jednak ich powstania w ciągu najbliższych kilku lat. Podobnie było, gdy w miastach masowo zaczęły się pojawiać elektryczne hulajnogi:

"Przede wszystkim rząd musi w ogóle się dowiedzieć, że istnieje taka technologia jak roboty do dostarczania jedzenia, które mogą poruszać się po chodnikach i drogach rowerowych" – podpowiada ekspert. "Obecnie takie roboty podlegają pod prawo, które dotyczy autonomicznych pojazdów, testowanych na drogach publicznych. Już teraz rozmawiamy z władzami miast i badamy temat, jak można dostosować to na poziomie lokalnym".

Właściciel DeliveryCouple wskazuje, że roboty powinny poruszać się po chodnikach nie szybciej niż piesi, a więc ok. 8 km na godzinę. Po ścieżkach rowerowych mogłyby jechać znacznie szybciej, w granicy 18 km na godzinę. Obecna dozwolona prędkość dla rowerów i hulajnóg, w tym jednośladów elektrycznych, na takiej ścieżce wynosi 20 km na godzinę. 

Możliwości robotycznych kurierów były prezentowane i omawiane podczas jednego z ostatnich tegorocznych Thursday Gathering. To cykliczne imprezy, które co czwartek przyciągają do warszawskiego Varso społeczność innowatorów. Organizatorem bezpłatnych i otwartych dla wszystkich chętnych eventów jest Fundacja Venture Café Warsaw.

Newseria, oprac. D.B. 

 

wtorek, 28 grudnia 2021

Sztuczna inteligencja: Boty udające ludzi?

 

Jeszcze dwa lata temu zainteresowanie wykorzystaniem botów i automatyzacją obsługi klienta było umiarkowane, ale w czasie lockdownów sytuacja uległa zdecydowanej zmianie - wiele firm zdecydowało się na wdrożenie wirtualnych asystentów, by odciążyli oblegane infolinie.

 

Coraz częściej obsługę klientów powierza się sztucznej inteligencji...

 

Chętnie rozmawiamy z botami, o ile nie próbują one udawać prawdziwych ludzi

W minionym roku na wdrożenie botów do obsługi klientów zdecydowały się aż trzy firmy z branży kosmetycznej - Rossman (w kwietniu), Golden Rose (w maju) i Avon (w sierpniu). 

Duże zainteresowanie wzbudziło uruchomienie w marcu oficjalnego chatbota Wrocławia, określanego jako „pierwszy w Polsce wirtualny, samorządowy doradca”, udzielającego informacji mieszkańcom i turystom. 

Najlepiej oceniano bota Avonu - aż 40 proc. dotyczących go wypowiedzi miało pozytywny wydźwięk. Oprócz tego w kwietniu sporo dyskutowano o badaniu, według którego odbiorcy preferują rozmowę z botami o żeńskiej osobowości, ponieważ uważają je za bardziej ludzkie i godne zaufania. 

W listopadzie duże zainteresowanie wzbudziło badanie firmy Dechra, z którego wynika, że ludzie są zainteresowani rozmową ze sztuczną inteligencją i nie są przeciwni jej wykorzystaniu w obsłudze klienta o ile nie ukrywa ona faktu, że nie jest prawdziwym człowiekiem.

Sztuczna inteligencja wciąż budzi zakłopotanie rozmówców

O czym klienci rozmawiają z botami? Najczęściej pojawia się prośba o połączenie rozmowy z konsultantem. Po określeniu tematu rozmowy bot kieruje połączenie od razu do właściwego działu, co skraca czas jego trwania nawet o 20 proc. Drugą najczęstszą reakcją na odebranie połączenia przez wirtualnego asystenta jest… milczenie. Wiele osób nie wie, jak ma rozmawiać z botem, czy może mówić normalnie, czy może hasłowo. Dlatego podczas projektowania bota trzeba koniecznie zaprogramować jego reakcję również na niezręczną ciszę. Po przerwaniu jej klienci zwykle się ośmielają. Boty rozumieją intencje rozmówców ze skutecznością na poziomie 96 proc., więc spokojnie można z nimi rozmawiać jak z prawdziwymi ludźmi. 

Boty sprawdzają się również w komunikacji wewnętrznej firm

Do najczęstszych zadań botów należą również autoryzacja i weryfikacja klientów, którzy chcą załatwić jakąś sprawę, np. podłączyć wi-fi pod nowy adres mieszkania, zgłosić stan licznika gazu czy prądu, zapytać o wysokość rachunku za wodę, sprawdzić status nadanej paczki czy odblokować kartę bankową. Na infoliniach bankowych klienci najczęściej wypytują boty o ofertę i możliwości spłaty kredytów. 

Boty są coraz częściej wykorzystywane nie tylko do obsługi klientów, ale również w komunikacji wewnętrznej - np. do udzielania informacji. Mogą być one dla firmy i działów HR bezcennym źródłem informacji, ponieważ pracownicy rozmawiają z nimi swobodniej, niż z prawdziwym człowiekiem - np. wspominają o problemach ze współpracownikami, pytają o podwyżki, czy nawet proszą o zmianę działu. 

Bocie, czy mnie kochasz? 

O ile w przypadku rozmowy z voicebotami jesteśmy poważni i chcemy załatwić swoją sprawę szybko i sprawnie, to w przypadku botów tekstowych, na Messengerze, stronie lub Whatsappie, lubimy trollować. Dlatego to w przypadku chatbotów sztuczna inteligencja najczęściej aktywuje procesy związane ze small talkiem. Rozmówcy domagają się dowodów, że rozmawiają z botem, proszą o opowiedzenie żartów, a nawet pytają: „czy mnie kochasz?”.

Newseria, oprac. D.B.

 

czwartek, 8 lipca 2021

Powrót do pracy w biurze – problem czy wybawienie? 7 wskazówek dla menedżerów: jak przeprowadzić proces powrotu do pracy w biurze


Już ponad rok, jak za sprawą pandemii pracownicy z dnia na dzień musieli przejść na  pracę zdalną. Nadszedł czas, gdy firmy zaczęły zachęcać pracowników do powrotu do biur. Jednak czy pracownicy rzeczywiście chcą tego powrotu? Czy to jest dla nich ten wyczekiwany powrót do utraconej normalności? A może obawiają się chwili, kiedy powrót do biura okaże się koniecznością? 


Praca na zielonej trawce czy powrót do biura?

Liczne badania i sondaże opinii pracowników wskazują, że odpowiedź na te pytania nie jest jednoznaczna. Dlatego Great Place to Work® zachęca, aby proces powrotu do biur przeprowadzać stopniowo.

Wraz z malejącą liczbą zakażeń koronawirusem i rosnącym wskaźnikiem wyszczepień, wielu pracodawców chciałoby powrotu pracowników do biur. Z punktu widzenia zarządów firm, powodów takich decyzji może być sporo. Są to m.in. koszty ponoszone za nieużytkowane powierzchnie biurowe, mniejsza innowacyjność zespołów pracujących zdalnie czy też troska, żeby wyjątkowa kultura organizacyjna firmy nie uległa erozji. 

Bezsprzecznie praca stacjonarna ma swoje zalety. Oprócz dyskutowanej szeroko, choć niepotwierdzonej, mniejszej efektywności pracy z domu, chodzi także o współpracę w zespole i budowanie relacji.

Większość chce nadal pracować zdalnie 

Powrót do pracy w biurze wiąże się jednak z licznymi wyzwaniami. Great Place to Work® przeprowadził sondę wśród międzynarodowych odbiorców swojego newslettera, z której wynika, że powrót do biura wywołuje mieszane uczucia pracowników[1]. Tylko 30% chciałoby powrotu do biura na zasadach sprzed pandemii. Natomiast ponad połowa (54%) wolałaby w ogóle nie wracać do pracy w biurze. Pracownicy nie tylko przyzwyczaili się do pracy zdalnej i polubili wiele jej aspektów (tak twierdzi 91%), ale chcieliby móc dalej tak pracować, przynajmniej co pewien czas (88% wskazań). Podobne sygnały płyną także z badań wśród polskich pracowników. Z badania przeprowadzonego w styczniu 2021 r. przez ARC Rynek i Opinia dla OLX Praca wynika, że tylko 29% Polaków czeka na szybki powrót do pracy w biurze. Natomiast 60%, gdyby mogło wybierać, postawiłoby na pracę częściowo z domu lub innego wybranego przez siebie miejsca, a tylko okazjonalnie z biura.

Na pytanie zadane pracownikom przez Great Place to Work® Polska, co mogłoby sprawić, żeby ich miejsce pracy stało się lepsze, utrzymanie możliwości pracy zdalnej poza pandemią, przynajmniej w ograniczonym wymiarze, jest częstą odpowiedzią. Pracownicy mówią, że „wirtualne zespoły się sprawdziły” i że „model pracy zdalnej jest efektywny i wpływa pozytywnie na work-life balance”. Niektórzy wskazują na potencjalne korzyści dla organizacji, bo na przykład „możliwość wyłącznie pracy zdalnej (kiedy już skończy się obecna pandemia) i ewentualne „pojawienie się” w biurze 1-2 razy w miesiącu mogłoby zachęcić potencjalnych pracowników z innych rejonów Polski do pracy w firmie”. Warte podkreślenia są i te głosy, które odnoszą się do spraw bardziej fundamentalnych – tak w ogóle, „mile widziana byłaby lepsza polityka pracy zdalnej, wynikająca z zaufania do pracowników, a nie z sytuacji na świecie”.

Praca hybrydowa nową normalnością?

Powodów, dla których praca zdalna zyskała sobie uznanie pracowników jest wiele. Często jest to kwestia osobistych preferencji i charakteru konkretnej osoby. Dla tych, którzy cenią sobie bezpośrednie relacje i tęsknią choćby do nieformalnych rozmów z kolegami przy fotokopiarce czy ekspresie do kawy, powrót do biura będzie atrakcyjny. Inni cenią sobie bardziej możliwość lepszej koncentracji w zaciszu domowym, bez konieczności marnowania czasu na dojazdy do biura. W przypadku części pracowników nadal motywem numer jeden jest unikanie ryzyka zakażenia się koronawirusem. Dla niektórych problemem może być już sama droga do pracy i konieczność korzystania z publicznych środków transportu. Troską pracodawców jest zatem nie tylko utrzymanie odpowiednich protokołów bezpieczeństwa w biurze, ale upewnienie się, że z punktu widzenia pracowników są one zadowalające, i to w szerokim kontekście.

Odpowiedzią pracodawców na te obawy i oczekiwania może być hybrydowy model pracy. Daje on szansę na zrównoważenie zalet pracy z domu z potrzebami pracy w zespole. W praktyce nie zawsze musi to być proste, bo elastyczność pracy zdalnej polega nie tylko na tym, że pracownicy wykonują swoje obowiązki z miejsca poza biurem, ale także w wybranych przez siebie godzinach. Wdrożenie modelu hybrydowego może więc nastręczać trudności w koordynacji wspólnej pracy.

Co zrobić, gdy zarząd firmy podjął decyzję o powrocie do pracy w biurze, a menedżerowie wiedzą, że pracownicy obawiają się tej chwili?

Oto 7 wskazówek jak przeprowadzić proces powrotu do pracy w biurze[2]:

1. Nie zaskakuj nagłymi decyzjami. Pracownicy odpowiednio wcześnie powinni oswoić się z myślą, że taki moment w niedalekiej przyszłości nastąpi. Wobec niepewności, jaka im towarzyszy, potrzebują czasu, aby przygotować się mentalnie do tego powrotu.

2. Określ ramy czasowe, kiedy powrót nastąpi. Upewnij się, że pracownicy mają jasność w tej sprawie. Im mniej niewiadomych, tym mniej niepewności i mniejsze obciążenie psychiczne ludzi.

3. Weź pod uwagę, że efektywność pracy poszczególnych osób w biurze i z domu może być różna. Zależy to nie tylko od osobowości pracownika i stylu jego pracy, ale także od charakteru pracy, którą wykonuje. Być może harmonogram powrotu do biura powinien uwzględniać różne daty dla różnych grup pracowników, zależnie od specyfiki wykonywanych obowiązków.

4. Wprowadzaj nowe rozwiązania wspólnie z wszystkimi. Niektórzy w pierwszym odruchu mogą zrzucić ciężar podejmowania decyzji na menedżera. A nowa sytuacja to nowa szansa do wykorzystania – do praktykowania innowacji i współpracy. Jako menedżer daj ludziom opcje do wyboru i swoje wsparcie, aby mogli zdecydować, co jest dla nich najlepsze.

5. Stawiaj na uczciwość, dbaj o włączenie wszystkich. Równe i sprawiedliwe traktowanie wszystkich to priorytet. Podczas procesu powrotu do biura, zwłaszcza jeśli odbywać się on będzie falami, albo jeśli podjęliśmy decyzję o pracy wykonywanej w modelu hybrydowym, łatwo o to, że pojawią się głosy o faworyzowaniu części pracowników. Awanse i nagrody często przyznawane są pracownikom, których mamy w bezpośredniej bliskości. Dlatego, tworząc hybrydowy model pracy, pochyl się nad różnymi obszarami – awansami i nie tylko. Upewnij się, że nowy model pracy będzie sprawiedliwy dla wszystkich, że nikt nie zostanie pominięty.

6. Zachowaj elastyczność. Pandemia jeszcze się nie zakończyła, a szczepienia w różnych środowiskach przebiegają z różnym powodzeniem. Przygotuj się na możliwość, że ponownie nadejdzie konieczność przejścia na pracę zdalną. Bądź na to gotowy.

7. Podejmij zobowiązanie, że będziesz regularnie sprawdzał, co dzieje się u waszych ludzi. Co najmniej raz na kwartał pytaj pracowników o ich doświadczenia, tak aby firma mogła szybko reagować na ich zmieniające się potrzeby oraz docierać do sedna ewentualnych problemów. Krótkie tematyczne ankiety doskonale się do tego nadają.

Żyjemy w wyjątkowym okresie. Przed nami konieczność określenia, jak będzie wyglądało miejsce pracy w najbliższej przyszłości. Być może nie będzie już powrotu do modelu pracy, jaki znamy sprzed pandemii. W każdym razie wszystko wskazuje na to, że pracownicy oczekują nowej normalności. To dobry moment, aby umocnić poczucie wzajemnego zaufania w firmie i szukać rozwiązań, które zadowolą wszystkie strony. 

Bez względu na ostateczny model pracy, na jaki zdecyduje się firma, najważniejsze jest, aby pracownicy czuli, że mają wybór i że ich potrzeby są dostrzegane. Być może jak nigdy wcześniej prawdziwy wiatr w żagle złapią te organizacje, które podejmą trud zwinnej transformacji w szerszym zakresie niż obszar stricte biznesowy. 

Newseria

[1] Claire Hastwell, Are Your Employees Suffering Return-to-Office Dread?, https://www.greatplacetowork.com/resources/blog/are-your-employees-suffering-return-to-office-dread (10.05.2021).

[2] Julian Lute, 7 Crucial Tips for Managers Preparing For A Post-COVID Workplace, https://www.greatplacetowork.com/resources/blog/7-crucial-tips-for-managers-preparing-a-return-to-the-office-after-covid (17.05.2021).

 


piątek, 2 lipca 2021

Cenzura dziennikarzy na konferencji Dworczyka. "Czy to jest Kreml?"


Dziennikarze protestują po tym, jak podczas czwartkowej konferencji szefa KPRM Michała Dworczyka odebrano im możliwość zadania pytań w sprawie „afery mailowej”. Instytut Zamenhofa zauważa, że wyciszanie mikrofonów mogło być niezgodne z prawem. 

 

News4Media, fot.: KPRM / transmisja konferencji prasowej

Konferencja w sprawie szczepień 

Podczas czwartkowej konferencji minister Michał Dworczyk miał odnieść się do aktualnej sytuacji związanej ze szczepieniami przeciwko COVID-19 oraz loterii dla pacjentów, którzy przyjęli preparat. Pewnym było, że media będą chciały wykorzystać spotkanie z KPRM, aby zapytać go o stanowisko w sprawie głośnego ataku hakerskiego na jego skrzynkę pocztową. Na jednym z kanałów w platformie Telegram od tygodni publikowane są materiały, które rzekomo mają być efektem włamania do poczty ministra. Publikowane informacje mogą być częściowo sfabrykowane, jednak publikacje stawiają działania Dworczyka oraz jego współpracowników w niekorzystnym świetle.

Chcieli zabrać głos. Nie mogli

Jak informuje Kamil Dziubka, dziennikarz Onetu, podczas spotkania wyciszano mikrofony osobom, które usiłowały poruszyć temat wycieku. Według jego relacji pytań nie mogli zadać Małgorzata Telmińska z TVN24 oraz Krzysztof Michnicz z Faktu. Do sytuacji odniosła się na Twitterze Karolina Hytrek – Prosiecka, była dziennikarka TVN: 

„Co to ma znaczyć, że w KPRM wyłącza się dziennikarzy zadających pytania o aferę mailową? To jest Kreml czy jednak normalny kraj w centrum Europy?” – pytała.

Zareagowała również Sylwia Czubkowska ze Spider’s Web, która zaproponowała, aby sprzeciwić się takiemu działaniu Kancelarii Premiera.

„A jakby tak za każdym razem gdy pytanie choćby o #AferaMailowa jest wyciszane bo coś/covid/jedno pytanie na jedną redakcję to kolejny dziennikarz je powtarzał?” – czytamy w Twitterowym wpisie.

Instytut Zamenhofa wskazuje na łamanie prawa

Instytucja, która powstała m.in. po to, aby monitorować naruszenia prawa w kwestii informacji i wolności mediów, sprzeciwiła się takim praktykom.

„Wyciszanie mikrofonów dziennikarzy zadających trudne dla władzy pytania stanowi naruszenie zasad wolności słowa oraz przepisów polskich i międzynarodowych. Urzędnikom KPRM oraz politykom kneblującym media, pragniemy przypomnieć, że utrudnianie lub tłumienie krytyki prasowej podlega odpowiedzialności karnej i grozi za nie kara grzywny lub kara ograniczenia wolności (art. 44 pkt 1. Prawa prasowego).” – czytamy w oświadczeniu opublikowanym przez zarząd oraz Radę Instytutu Zamenhofa.

Wymieniony przepis wskazuje, że za utrudnianie lub tłumienie krytyki prasowej przewiduje się karę grzywny, a nawet ograniczenia wolności.

News4Media
 

 

czwartek, 1 lipca 2021

Szukali wełny i nie znaleźli. Tak oszukują producenci ubrań


Blisko 2 500 partii ubrań sprawdziła Inspekcja Handlowa i zakwestionowała ponad jedną czwartą z  nich. Fatalnie wypadły garnitury. 

 

Szukali wełny i nie znaleźli. Tak oszukują producenci ubrań. Fot.: iStock.

Dane, które właśnie opublikowała IH, są porażające. Skontrolowano 422 przedsiębiorców, w tym: 324 sklepy, 67 producentów i dystrybutorów oraz 31 hurtowni. „Kontrolą objęto importowane, a także produkowane w kraju oraz na terenie Unii Europejskiej produkty włókiennicze wykonane z dzianin lub tkanin.” – zaznacza Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który przedstawił dane.

Okazuje się, że nie można wierzyć temu, co jest napisane na ubraniowej metce. Na prawie 2 500 partii produktów, ponad 25 procent składało się nie z takich materiałów, jakie deklarował wytwórca lub sprzedawca.

Zastrzeżenia w liczbach: 

•    odzież wierzchnia - 47,9 proc. zakwestionowanych produktów,
•    wyroby pończosznicze - 54,2 proc.,
•    odzież sportowa - 21,9 proc.,
•    odzież wizytowa - 63,54 proc.

Fatalnie wypadły garnitury, które nie były tym, czym powinny być. „Wełniany” zawierał wełnę jedynie na etykiecie – w jego składzie zaś był poliester, wiskoza i acetat, z kolei bawełniana kurtka zamiast 60 proc. bawełny, miała jej niecałe 40 proc.” – opisuje wyniki badań Tomasz Chróstny, prezes UOKiK i dodaje: „W niektórych sytuacjach nieprawidłowości są jednak na tyle poważne, iż w toku postępowań administracyjnych są nakładane kary finansowe, a także zwrot kosztów realizowanych badań laboratoryjnych. Ponadto niedawno informowaliśmy o wszczętych postępowaniach wobec trzech marek, które podejrzewamy o wprowadzenie konsumentów w błąd w zakresie składu produktów włókienniczych”.

Czym to w ogóle grozi, dlaczego skład ubrania jest taki ważny? Po pierwsze to wprowadzanie klienta w błąd. Po drugie wełniane garnitury są droższe od tych, wykonanych ze sztucznych materiałów. Są też kwestie zdrowotne, bo jak informuje UOKiK chodzi o reakcje alergiczne, gdy konsument jest uczulony na jakiś składnik, który nie jest wymieniony na metce.

Jak zatem rozpoznać, czy w sklepie nie jesteśmy oszukiwani? Eksperci skład ubrań badają w laboratoriach, bo trudno jest to ocenić wzrokowo. Jednak należy np. zapamiętać, że dotykając wyrobu włókna syntetyczne, w odróżnieniu od pozostałych, bardzo się elektryzują, a niektóre z nich w dotyku są „twardsze”, nie posiadają miękkości i delikatności.

Ten sposób jednak nie sprawdzi się podczas zakupów w sieci. Dlatego eksperci przypominają, że konsument ma prawo do dokonania zwrotu ubrania w ciągu 14 dni od jego otrzymania bez wskazywania powodów swojego działania.

„W przypadku zwrotu towaru sprzedawca ma obowiązek zwrócić kupującemu cała zapłaconą kwotę, tj. cenę towaru oraz kosztów przesyłki.” – dodaje UOKiK.  

News4Media

 

Co kolory mówią o owocach i warzywach?


Jeśli kiedyś zdarzyło wam się przyglądać bliżej mechanizmom funkcjonowania natury, z pewnością byliście zaskoczeni, jak poszczególne jej elementy potrafią ze sobą współgrać. Podobnie jest z naszą dietą. Kolory nie tylko dodają wizualnej atrakcyjności warzywom i owocom, ale również mówią wiele na temat ich dobroczynnego działania na nasz organizm. 

 

Co kolory mówią o owocach i warzywach? Fot.: iStock.

Zielone są receptą na długowieczność

Warzywa i owoce o zielonej barwie są bogate w kwas foliowy, który korzystnie wpływa na rozwój mózgu. Ponadto charakteryzują się bogactwem przeciwutleniaczy pełniących rolę ochronną w procesach starzenia i działaniu rakotwórczym. Witaminy A, C, E oraz magnez i żelazo powodują, że wzrasta odporność na czynniki zewnętrzne. Zapewniają też prawidłową pracę układu pokarmowego oraz wątroby. Najpopularniejsze to brokuł, agrest, seler, natka pietruszki, botwina i szpinak.

Żółte i pomarańczowe zadbają o wzrok

Owoce natury w słonecznym kolorze są sprzymierzeńcami dobrego wzroku. Zawarte w nich karotenoidy oraz duże ilości witaminy C regulują pracę całego organizmu. Są odpowiedzialne szczególnie za wzrok. Błonnik z kolei powoduje uczucie sytości, które jest szczególnie ważne dla osób na diecie odchudzającej. Dzięki niemu rzadziej odczuwamy potrzebę sięgania po przekąskę. Najczęściej wybierane żółte owoce i warzywa to: ananas, banan, brzoskwinie, cytryna, fasolka szparagowa, ziemniaki i bataty.

Czerwone zadbają o układ krwionośny

Jeżeli dobroczynny wpływ na układ krwionośny, to tylko kolor czerwony. Są bogate w potas, który jest zbawienny dla pracy serca. Regulują ciśnienie tętnicze i wzmacniają naczynia krwionośne, dlatego polecane są przede wszystkim osobom z jego zaburzeniami. Regularnie spożywane obniżają poziom złego cholesterolu. Najbardziej znane spośród czerwonych przysmaków to truskawki, maliny, buraki, czereśnie, papryka i żurawina.

Fioletowe pomogą zwalczyć chorobę

Wysoka zawartość flawonoidów sprawia, że fioletowe warzywa i owoce działają przeciwzapalnie. Ponadto antocyjanidyny, które nadają im charakterystycznej barwy, dbają ochronnie na komórki DNA, zapobiegając ich niszczeniu. Fitoskładniki zawarte w tej grupie kolorystycznej wykazują też działanie antynowotworowe. Warto podczas zakupów wybierać tę odmianę kolorystyczną warzyw, którą reprezentują np. czerwona kapusta, cebula i bakłażan.

Białe w walce z bakteriami

Choć wyglądają niepozornie, pełnią w naturze rolę naturalnych antybiotyków. Flawonoidy w nich zawarte przynoszą ulgę w bólu, świetnie radzą sobie też ze stanami zapalnymi i nadmiernym napięciem mięśni. Składniki odżywcze w nich zawarte minimalizują też ryzyko wystąpienia nowotworów piersi oraz prostaty. Warto uwzględnić w swojej diecie kalafior, czosnek, pieczarki, rzepę, banany i białe nektarynki.   

News4Media

 

 

Patriotyczne koszulki i gadżety

Patriotyczne koszulki i gadżety
Patriotyczne koszulki i gadżety