Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Chojnowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Chojnowski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 marca 2011

Grzegorz Chojnowski ALAIN BERNARD


https://webep1.com/go/538e88f960

Grzegorz Chojnowski  

ALAIN BERNARD


Nakładem Wydawnictwa ISKRY ukazała się książka Grzegorza Chojnowskiego dokumentująca lata pracy Alaina Bernarda w Polsce. Dla osób zawodowo zajmujących się tańcem Bernard jest postacią, bez której trudno wyobrazić sobie taneczną nowoczesność. To on, pojawiając się w końcu lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia w Gdańsku, ucząc swoich pierwszych polskich studentów, sprowadził do nas jazz, styl dziś niezwykle popularny, zdobywający coraz więcej baletowej przestrzeni. 

Zanim Alain Bernard przyjechał do Polski zaledwie nieliczna grupa tutejszych tancerzy wiedziała, na czym polega specyficzna technika tańca jazzowego, główny element amerykańskiego musicalu. Niewielu wyjeżdżało za granicę, nauka jazz dance wydawała się klasycznie kształconej młodzieży abstrakcyjną atrakcją. Kiedy jednak zostały stworzone możliwości do corocznych kontaktów ze szwajcarskim ekspertem, ochoczo z nich korzystali zarówno uczniowie ostatnich lat szkół baletowych, jak i czynni, sławni już w kraju soliści. Tak rodziło się u nas zainteresowanie innym stylem, zaczęło budowanie nowej rzeczywistości. W 1981 roku Bernard zdążył przygotować dwa pierwsze w polskiej historii jazzowe balety, a po stanie wojennym wrócił, by kontynuować pracę, którą zdecydował się pioniersko podjąć. Znów uczył, inscenizował kolejne spektakle, również czysto klasyczne. Jego dawni studenci stawali się nauczycielami, on sam doczekał się laurów od środowiska.

Po przeszło trzydziestu latach od pierwszych letnich kursów Alaina Bernarda w Polsce nowoczesny taniec przeżywa tu prawdziwy złoty okres. Czas więc na spojrzenie wstecz, na jedno ze źródeł obecnej popularności stylu jazz, na przypomnienie zjawiska, jakim nie tylko w polskim świecie tańca jest szwajcarski choreograf, pedagog, tancerz, dociekliwy badacz, znawca baletowych dziejów, komentator wydarzeń bieżących, znany w Europie kolekcjoner. To właśnie jemu chciało się kiedyś przyjechać na Wschód, na Białoruś, Litwę, do Estonii, Czech, do Rosji, by do baletowej tradycji klasycznej dołożyć w tych krajach też już bogatą tradycję tańca jazzowego. Najczęściej przyjeżdżał do Polski, gdzie znalazł przyjaciół i szacunek, gdzie jego praca okazała się wyjątkowo potrzebna, gdzie w końcu zamieszkał.

Czytelnik znajdzie w tym opracowaniu pełen przegląd polskiej działalności Alaina Bernarda, nauczyciela kilku pokoleń tancerzy i choreografów, inscenizatora pamiętnych baletów, zwieńczony obszernym wywiadem z bohaterem. Na końcu zamieszczono szczegółowe kalendarium bogatego dorobku szwajcarskiego mistrza z lat wizyt i pobytu w Polsce. Warto jednak pamiętać, iż to zaledwie mała część całości, bo Alain Bernard na długo przed przyjazdem do nas zasłużył na miano „ojca tańca jazzowego” w rodzimej Szwajcarii, prowadził zajęcia na całym świecie, z sukcesem wystawiał spektakle. To, że przystanek Polska stał się dla niego przystanią, jest również zasługą wielu mądrych ludzi stąd, artystów i działaczy baletowej kultury, którzy w odpowiednich chwilach widzieli w Alainie Bernardzie człowieka przeznaczonego do wypełniania historycznie znaczącej misji, nauczenia Polaków stylu jazz, a przy okazji odświeżenia polskiego życia baletowego. Niniejsza książka tę misję dokumentuje.

O Alainie Bernardzie powiedzieli:

„Alain Bernard to choreograf, który łączy w sobie wiele zalet, wrażliwość plastyczną, choreograficzną, muzyczną, a także, co bardzo istotne, cierpliwość pedagogiczną. Rzadko spotykałem w życiu ludzi tego pokroju, obdarzonych takim talentem, jaki ma Alain Bernard” (Bogusław Kaczyński).


„Na pewno nie byłoby w Romie takiego dobrego baletu, gdyby nie Alain. To on stworzył te trzy trudne choreografie („Coppélia”, „Dziadek do orzechów”, „Kopciuszek”). Każda na wysokim poziomie artystycznym, podobała się publiczności. Osiągnęliśmy sukces, to czysty rachunek” (Maria Krzyszkowska).

„Robił na nas wielkie wrażenie. Znakomicie pokazywał każde ćwiczenie, dokładnie wiedzieliśmy, czego wymagał” (Maria Kijak).

„Alain Bernard był postacią wyjątkową. Wymagał od nas wielkiej dyscypliny, traktowaliśmy pracę z nim jako duże wyzwanie. Mieliśmy dzięki temu większe możliwości rozwoju” (Roman Komassa).

„Dla nas to było po prostu w tamtych czasach prawdziwe odkrycie. Alain Bernard potrafił dotrzeć do swoich studentów, pokazać nam odmienny styl. Był też dla nas wzorem, ze wszystkich sił starałam się jego taniec naśladować” (Renata Tomaszewska).

„Gdy z podziwem obserwowaliśmy jego taniec, zapominaliśmy, że jesteśmy nie widzami, lecz uczniami” (Ewa Wycichowska).

Fragment wywiadu z Alainem Bernardem, zamieszczonego w książce

- Co pan wiedział o Polsce przed przyjazdem na pierwsze warsztaty?

- Nic, zupełnie nic. Oczywiście oprócz wiedzy na temat wielkich nazwisk polskich tancerzy z historii baletu, choćby gwiazd Diagilewa. To był czas żelaznej kurtyny, niewiele informacji stąd docierało do Szwajcarii. Kiedy uczyłem w Dreźnie, w szkole u Gret Palluca, miałem kilku polskich uczniów. Jakiś czas później otrzymałem list z pytaniem, czy byłbym skłonny poprowadzić kursy w Polsce. Gdy przyjechałem, zacząłem się interesować, jak zawsze to robię w nowym kraju, tutejszym życiem baletowym, światem tańca. I powoli zacząłem rozumieć, co się dzieje, jakie są tu zespoły, kto im przewodzi i tak dalej. Wcześniej tego nie wiedziałem. To był skok do zimnej wody, jak mówi się w języku niemieckim.

- Czyli skok na głęboką wodę, jak mawiamy w Polsce.

- Ze Szwajcarii przyjechałem samochodem. Bardzo spodobała mi się polska wieś, piękne krajobrazy. Wszystko wspaniałe, zachęcające. Oprócz hotelu. Pamiętam też sklepy, w których nie było nic poza herbatą. A ja miałem dużo pieniędzy zarobionych tutaj, nie mogłem ich wywieźć , wymienić na zachodnią walutę. Musiałem wydać, ale na co? Zatem gdziekolwiek pracowałem, zabierałem swoich studentów do restauracji, żeby zjedli przyzwoity obiad, nie to, co dostawaliśmy na kartki w stołówce.

- Musi pan mieć duszę pioniera skoro zdecydował się pan w tamtych czasach pracować na wschodzie Europy.

- Na Zachodzie też pracowałem. W Szwajcarii nazywają mnie ojcem tańca jazzowego. Nikt przede mną nie zajmował się tam jazzem. Kiedy po powrocie ze Stanów założyłem własną szkołę, uczyłem jazz dance, bo nikt go nie znał. Potem były m.in. Niemcy, Bułgaria, no i Polska. W pewnym sensie tutaj też zostałem ojcem tańca jazzowego. Powadziłem zajęcia dla tancerzy przygotowujących musical „Metro”, wielu moich polskich studentów uczyło i uczy tego stylu. W ten sposób staje się coraz bardziej rozpowszechniony i popularny. Podobnie w Szwajcarii. Wszyscy pedagodzy starszej generacji brali udział w zajęciach w mojej szkole.

---------------------
Alain Bernard – wybitny tancerz, choreograf, pedagog, kolekcjoner i historyk baletu. Tańca klasycznego uczył się w ojczystej Szwajcarii oraz m.in. w nowojorskiej School of American Ballet George’a Balanchine’a. Był pierwszym studentem, który otrzymał stypendium prestiżowej szkoły Marthy Graham, gdzie przez dwa lata poznawał jej technikę. Tańczył od Nowego Jorku po Paryż. Prowadził w Bernie własną szkołę tańca jazzowego. W wielu krajach tworzył choreografię do baletów jazzowych i klasycznych. Do Polski przyjechał po raz pierwszy w latach 70. XX wieku. Pracował tu jako pedagog, choreograf i juror konkursów baletowych. Dziś mieszka na Mazurach.

Grzegorz Chojnowski – z wykształcenia anglista i polonista. Od 1994 roku jest dziennikarzem prasowym, radiowym i telewizyjnym (m.in. TVP, Polskie Radio, Gazeta Wyborcza, Notatnik Teatralny, Der Neue Merker, Fraza, Ha!art). W Radiu Wrocław prowadzi autorski Wieczór z Kulturą.
chojnowski.blogspot.com 





piątek, 31 grudnia 2010

Grzegorz Chojnowski: Wieczór z Kulturą, 30 listopada 2010




Wieczór z Kulturą, 30 listopada 2010, wtorek


Gościem Wieczoru z Kulturą była Jolanta Piątek, znana z audycji politycznych, a także czeskich w Radiu Wrocław, autorka książki "Obrazki z Czech".


Pani Jolanta o swojej książce powiedziała:


"To jest bardzo taka osobista opowieść moja o Czechach, ale to nie jest beletrystyka, to jest raczej taki zapis moich uwag i refleksji z tego pobytu wieloletniego w Republice Czeskiej. Nie wiem, czy ciąg dalszy nastąpi, ale pierwszy raz w życiu poczułam, że muszę ten okres życia jakoś tak podsumować".


"Mieszkałam w czechach ładnych parę lat, prawie dziesięć, i to z całą rodziną. I to jest właśnie taka opowieść o tym, jak polska rodzina żyła sobie w Czechach, ale ta nasza rodzina jest jakby pretekstem do tego, żeby opowiedzieć o tych Czechach. Ja nie opowiadam swojego życia, tylko te momenty, które się wiążą z jakimś doświadczeniem czeskim. Bo inaczej jednak pztryz się na Czechy, kiedy się tam bywa... no napije się piwa... zobaczy się ładny zabytek... może coś się przeczyta... a inaczej, kiedy ma się do czynienia z tym życiem codziennym czeskim: z lekarzami, z komunikacją itd. Więc chciałam opowiedzieć o różnych ciekawostkach właśnie takich że - to, co mnie, pamiętam, już lata temu uderzyło - że w Czechach zdejmuje się buty przed wejściem do mieszkania. U nas kiedyś też tak było, pamiętam, ale w tej chwili raczej jest to rzadkość, a tam nie. W tych panelakach, jak Czesi nazywają domy z wielkiej płyty, rzeczywiście te buty stoją. Jak się wchodzi na klatkę schodową, to przed każdymi drzwiami stoją buty. Więc ileś takich ciekawostek właśnie z codziennego życia Czech... pomyślałam sobie, że fajnie by było pokazać, jak my to widzieliśmy. Poza tym przez te wszystkie lata sporo ludzi do nas przyjeżdżało i myśmy rzeczywiście sporo opowiadali i nagle ja sobie uświadomiłam, zwłaszcza w momencie, w którym już wiedziałam, że wracam już do Polski, że właściwie należałoby o tym opowiedzieć, bo ci nasi znajomi również byli zdumieni różnymi rzeczami. Poza tym chciałam pokazać również Czechy, których się nie zna generalnie, bo my znamy Pragę, jeździmy też na narty i to właściwie jest wszystko. A tam jest mnóstwo naprawdę rzeczy do zobaczenia".



czwartek, 25 listopada 2010

Grzegorz Chojnowski: Wieczór z Kulturą, 25 listopada 2010




Wieczór z Kulturą, 25 listopada 2010, czwartek


Gościem Wieczoru z Kulturą byli prof. Piotr Kielan z Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu oraz Jan Klata, reżyser teatralny.


Prof. Piotr Kielan dla słuchaczy Wieczoru z Kulturą powiedział m.in.:


"W tym roku były dwie moje wystawy. Jedna szczególnie ważna dla mnie, bo podsumowująca 25-lecie mojej twórczości, bardzo indywidualna. Aż się sam zdziwiłem, że już te 25 lat minęło tak szybko. I to faktycznie przychodzi takie zdziwienie i zaskoczenie, że to już tak szybko. Ale też ilość tych prac, które się ma - jeśli można sobie zrobić takie spectrum, przejrzeć sobie na spokojnie, co się zrobiło, zastanowić się nad tym chwilę - zawsze to daje jakąś możliwość wyciągnięcia wniosków i jest to też takim pozytywnym bodźcem do kolejnej pracy. Mam zaplanowane dwie wystawy indywidualne na przyszły rok, tak że pracy na pewno będzie wystarczająco".


"Co jest najbardziej pociągające w malowaniu? Zawsze jest gdzieś ten efekt końcowy, którego nie znamy. Tu najbardziej profesjonalny malarz chyba nigdy nie może powiedzieć czegoś takiego, że obraz jest skończony. To odstawienie pędzli bądź odstawienie obrazu, zdjęcie go ze sztalugi jest taką sytuacją, taką decyzją, która zapada w pewnym momencie, że nie robimy nic więcej, bo czujemy, że atmosfera, która powstała, kolory, które w tym obrazie się znalazły, już go w jakiś sposób zbudowały i decydujemy, że jest koniec, że albo mam pomysł na kolejny obraz i zostawiamy go, niech on sobie schnie, i zaczynamy malować kolejny, i jeszcze jeden, i tak powstają następne obrazy. To jest zawsze bodziec. Tutaj doświadczenie oczywiście też decyduje, ale to chęć namalowania kolejnego obrazu, który zawsze rodzi się w trakcie pracy nad tą poprzednią pracą, powoduje, że malujemy następny obraz.


Powiedzenie sobie "stop" to jest jakiś trudny moment, choć nie ukrywam i myślę, że to wielu artystów ma coś takiego, że wraca się do swoich obrazów i to nie tylko po miesiącu czy po dwóch, bo taka korekta czasami jest naturalna i wynika z pewnych nawet sytuacji technicznych czy technologicznych malowania obrazu, ale często widzimy jakieś błędy albo jakieś takie niedoróbki techniczne po dłuższym momencie nieogladania tego obrazu, to znaczy jak on jest odstawiony na bok i nagle go po dwóch czy trzech miesiącach, czy nawet inną porą roku, kiedy ten obraz był malowany jesienią, przy innym świetle, a nagle oglądany jest przy wiosennym świetle, gdzie sami się inaczej czujemy, gdzie nasza natura inaczej funkcjonuje - powoduje, że pewne fragmenty się przemalowuje.


Kilka razy, myślę, że z trzy, cztery razy zdarzyło mi się zniszczyć własny obraz. No... czasami nie wychodzi. Choćbyśmy go nie wiem ile razy malowali, to lepiej jest go po prostu pociąć, zedrzeć z blejtramu, nabić nowe płótno i namalować nowy obraz".


Prof. Piotr Kielan zaprasza na stronę internetową uczelni: www.asp.wroc.pl


Jan Klata dla Wieczoru z Kulturą powiedział m.in.:


"Lepiej jest nagle spłonąć niż wyblaknąć - jak śpiewał klasyk. Lepiej jest zakończyć życie spektaklu w momencie, kiedy jest pełno na widowni, a pełno jest energii jeszcze ciągle ze sceny".


piątek, 12 listopada 2010

Grzegorz Chojnowski: Wieczór z Kulturą, 11 listopada 2010




Wieczór z Kulturą, 11 listopada 2010, czwartek


Gościem Wieczoru z Kulturą była Agnieszka Franków-Żelazny, która niedawno otrzymała wrocławską nagrodę muzyczną. Pani Agnieszka jest szefową chóru Filharmonii Wrocławskiej, który powstał w 2006 roku. A kilka lat wcześniej, 10 lat temu, z inicjatywy Pani Agnieszki powstał chór Akademii Medycznej.


Oto fragment rozmowy Grzegorza Chojnowskiego z Agnieszką Franków-Żelazny:


GCh: Istnieje taka dziedzina zainteresowań badawczych, jak biologia muzyki, zajmująca się sposobami, jak muzyka oddziałuje na ludzkie ciało, na mózg. Wiadomo na przykład, że w słuchającym muzyki inaczej płynie krew. Podobno muzyka potrafi też leczyć.


AFŻ: Tak, ale myślę, że to w zasadzie muzykoterapia jest tą dziedziną, która zgłębia ten nurt bardzo intensywnie. Już od najstarszych przecież wieków wszyscy szamani, te pierwotne plemiona właśnie wykorzystywały muzykę do różnych takich obrzędów, kiedy wprowadzano ludzi w trans. Myślę, że muzyka spełnia do dzisiaj ogromną rolę, tę właśnie, nawet często nie uświadomioną. Dlaczego my się w zruszamy przy jednych piosenkach czy utworach? Dlaczego jesteśmy agresywni po wyjściu z takiego koncertu, a nie innego, albo z takiej dyskoteki, a nie innej. Jest to ogromny wpływ na nasz organizm - jestem o tym przekonana. Ja nie zgłębiam tego w tej akurat materii, ale rzeczywiście mogę potwierdzić, że ma to znaczenie biologiczne również.


W niedzielę w Oratorium Marianum wystąpi chór Filharmonii Wrocławskiej o g. 18.00.


Natomiast 27 listopada w Auli Leopoldyńskiej o g. 17.00 odbędzie się koncert jubileuszowy chóru Akademii Medycznej.



środa, 29 września 2010

Grzegorz Chojnowski: Wieczór z Kulturą, 28 września 2010





Wieczór z Kulturą, 28 września 2010


Gościem dzisiejszego Wieczoru z Kulturą był Gracjan Szymczak, wrocławski uczestnik najbliższego, 16. Konkursu Chopinowskiego w Warszawie. Konkurs Chopinowski to jedno z największych wydarzeń w świecie muzyki poważnej, światowej rangi.


Konkursy Chopinowskie odbywają się co 5 lat. Tym razem mamy to szczęście, że w Konkursie Chopinowskim, po raz drugi zresztą, występuje wrocławianin, Gracjan Szymczak. Po raz drugi, bo 5 lat temu Gracjan Szymczak jako dziewiętnastolatek brał udział w Konkursie i doszedł do półfinału. Do finału nie doszedł, ale dostał nagrodę za piękne brzmienie. Nagroda ta jest przyznawana pianiście, który posiada piękne brzmienie, a który nie dostał się do finału Konkursu Chopinowskiego.


Gracjan Szymczak w wywiadzie dla Wieczoru z Kulturą powiedział m.in.:


"Jest bardzo ciężko trafić w gust jury, tak że myślę, że najważniejszym elementem, na którym należy się skupić, jest skoncentrowanie się na własnej grze i tak należy wykonywać utwory, żeby to, co się potrafi, te wszystkie godziny, które się spędzało przy fortepianie, żeby to wszystko zaprocentowało i żeby po prostu skupić się na sobie i na własnej grze. I to jest moim zdaniem najlepsze rozwiązanie z tego wszystkiego, a nie patrzeć na konkurencję, co inni zagrają, bo na to po prostu nie mamy wpływu. Tak że od siebie trzeba zaczynać i skupić się na własnej grze".


piątek, 17 września 2010

Grzegorz Chojnowski: Wieczór z Kulturą, 16 września 2010




Wieczór z Kulturą, 16 września 2010


Wieczór z Kulturą złożył wizytę we WRO Art Center / Centrum Sztuki WRO. Wolf Kahlen, artysta intermedialny, pionier sztuki video, wystawia we Wrocławiu pierwszą retrospektywę. W Centrum Sztuki WRO można oglądać wszystkie prace video, stworzone w ciągu 41 lat. Kahlen jest dziś profesorem Uniwersytetu Technicznego w Berlinie, gdzie ma także własne muzeum. Był współzałożycielem Video-Forum przy Neuer Berliner Kunstverein, najstarszej kolekcji wideo w Niemczech. Wystawę mogli już zobaczyć widzowie w Berlinie, Karlsruhe i w Essen. Ekspozycja we WRO jest pewną nowością, bo zostanie wzbogacona o wybrane realiziacje znajdujące się w zbiorach polskich instytucji sztuki.


Dla Wieczoru z Kulturą Wolf Kahlen powiedział m.in.:


"Poważny artysta na pytanie o najlepszą swoją pracę nie odpowiada. To niemożliwe. Jeśli zrobiłbym taką najlepszą pracę, to wtedy musiałbym zamilknąć i zrobiłbym to jako poważny artysta. [...] Robi się więc coś, co uważa się za fantastyczne, potem nazajutrz patrzy się na tę pracę i mówi: 'Może jest świetna, ale mogę to zrobić lepiej'".


"Wszystko na tym świecie jest w ruchu. Nic nie można zatrzymać na stałe. I ta nieustanna zmiana to jest ten cudowny aspekt naszego życia. Jeśli nie lubisz zmiany, to jesteś nieszczęśliwy. Jeśli nie lubisz tego, jak to mówią buddyści, nieustannego tańca Śiwy. Ale jeśli zaakceptujesz zmianę, to możesz osiągnąć niesamowity stan szczęścia, bo nawet jeśli zdarzy się coś złego, to wiesz, że za chwilę los się odmieni. Moja sztuka jest właśnie o tym: o zmianie, o nieustannym ruchu, niestałości wszystkiego".


"Wielu ludzi myśli, że sztuka dzieje się w umyśle, a to nieprawda. Umysł jest tylko mediatorem. Sztuka to coś, czego nie można uchwycić. Ten, który widzi, czuje, słyszy - tworzy sztukę".


"Za moich młodych lat to było nie do pomyślenia, że [...] rośliny czują, że one myślą. A dzisiaj właściwie każdy z nas wie, że tak się dzieje, że rośliny mają swoje własne życie. Kto wie, moze w przyszłości okaże się, że kamień myśli... Osobiście wcale bym się nie zdziwił, dlatego że wszystko się zmienia i wszystko jest w ruchu".


"Warto popatrzeć na drugą stronę. Gdy zaczniemy patrzeć przez coś, wtedy świat się zmienia. Za tym czymś może być inny świat. Wspaniale jest doświadczać dwóch stron tej samej monety. [...] Gdybym był malarzem, malowałbym po dwóch stronach płótna - inaczej nie byłbym szczęśliwy, bo nie chcę zmuszać ludzi do ograniczonego widzenia. [...] To jest egzotyka: pokazywanie czegoś płaskiego w ramce, w granicach czterech boków. To jest zmuszanie do niepatrzenia dalej. To jest dyktatura".


Do 29 października we WRO Art Center / Centrum Sztuki WRO, przy ul. Widok 9 we Wrocławiu można oglądać wspaniałe prace video Wolfa Kahlena.


środa, 15 września 2010

Grzegorz Chojnowski: Wieczór z Kulturą, 14 września 2010




Wieczór z Kulturą, 14 września 2010


Wrocłwskie wydawnictwo ATUT znakomicie się rozwija. Ma na swoim koncie czeską serię książek beletrystycznych. Magda Boroch z wydawnictwa ATUT powiedziała m.in.:


"To było naszym wielkim marzeniem, żeby zaistnieć jako oficyna wydająca beletrystkę. Zaczynaliśmy od książek popularnonaukowych i naukowych. Wielkie marzenie się spełnia".


Karierę robi zwłaszcza seria czeska, czyli pozycje współczesnych autorów czeskich. Dwie książki zostały nominowane do nagrody Europy Środkowej Angelus. Dlaczego akurat Czechy?


"Nasza oficyna - mówi Magda Boroch - jest wydawnictwem pogranicza. Jest tak, ponieważ mieszkamy we Wrocławiu, a Wrocław jest miastem czeskim, niemieckim i polskim. A Czechy są nam szczególnie bliskie, ponieważ połowa redakcji to czechofile".


Grzegorz Chojnowski podczas rozmowy z panią Magdą wspomniał, że książka Radki Denemarkovej, "Pieniądze od Hitlera", to już "przebój wśród czytelników, chyba nie tylko czeskiej literatury. To rzeczywiście książka, którą się płynnie, wartko czyta. No i zostaje głęboko gdzieś tam w czytelniku po lekturze".


"Bo to jest książka - mówi pani Magda - o bardzo mocnym temacie. Denemarkova mówiła, że chce, żeby to, co ona pisze, utkwiło kością w gardle czytelnikowi. Radka Denemarkova opowiada historię, która wydarzyła się naprawdę. Jest to historia Czeszki o niemiecko-żydowskich korzeniach, która wraca z obozu koncentracyjnego po wojnie do swojego domu. Okazuje się, że nie dość, że w tym domu nikt na nią nie czeka, nie ma tam rodziców, nie ma rodzeństwa, to mieszkają tam już jej dawni sąsiedzi. I z rąk jednych oprawców, Niemców, trafiła w ręce tych drugich oprawców, Czechów, którzy uważają ją za Niemkę, kiedy ona wraca do własnego domu. Co jest urzekające w książce Denemarkovej: ona wypracowała własny język, który pozwolił jej opowiedzieć o zbrodniach, o gwałtach, o przemocy fizycznej i psychicznej w taki sposób, żeby nie epatować okrucieństwem. Ten styl Denemarkovej jest rozpoznawalny, bo ona pisze nie tylko tę książkę takim właśnie językiem. To jest niesamowite. Ja pierwszy raz się z czymś takim spotkałam, że te wszystkie okrutne, przeraźliwe rzeczy, które spotykają główną bohaterkę, Gitę Lauschmann, są opisane jakby z jej wnętrza. Ona te wszystkie przeżycia kumuluje w sobie. Nie opowiada o tym własnej córce. I to, co poznajemy, to wszystko, co się z nią działo, wychodzi jakby z jej ciała i jest opisywane poprzez jej reakcje fizjologiczne i psychiczne. To jest naprawdę wspaniała lektura, bo tu nie chodzi tylko o mocny temat, ale również o to, jak to zostało podane".


Seria czeska ukazuje się już od pięciu lat. Do tej pory wydano kilkanaście pozycji. Zaczęło się od antologii wierszy współczesnych poetów czeskich "Gdyby wiersze miały drzwi".


"Bardzo ważne książki, - mówi Magda Boroch - które nie mogły być wydawane w Czechach, w Czechosłowacji. Książki, których nie znał polski czytelnik. Mam tu na myśli przede wszystkim "Straszydła na co dzień" Karela Michala. Wydaliśmy również zbiór wierszy Violi Fischerovej, żony Karela Michala, właściwie Pavla Buksy. "Babia godzina" jest to bardzo intymny, bardzo prywatny tom o tym, jak ona oswajała się ze śmiercią, z poczuciem straty po śmierci męża, który popełnił samobójstwo, ponieważ nie mógł żyć poza Czechami, a był zmuszony do emigracji po 1968 roku. Wydaliśmy również inną książkę Violi Fischerovej, "Opowieści dłużącego się czasu". To jest książka dla dzieci, która opowiada o czasie, dłużącym czasie, który przychodzi do małego chłopca. Ten dłużący czas opowiada mu historie i wtedy, kiedy ten chłopiec jest zajęty tymi historiami, czas się skraca i chłopczyk musi wymyślić sposób, żeby ten dłużący czas przy sobie zachować, ponieważ się z nim zaprzyjaźnił. Mamy też w czeskiej serii książki współczesnych autorów, najnowsze książki, bardzo często nagradzane najważniejszą nagrodą czeską, Magnesia Litera. Taką nagrodę dostała Radka Denemarkova, o której już mówiliśmy, za "Pieniądze od Hitlera" oraz Pavel Brycz za książkę "Patriarchatu dawno miniona chwała"".


Najnowsza pozycja w serii czeskiej wydawnictwa ATUT to "Sposób użycia i inne wiersze" Jiriego Kolara. Czeska krytyka i historia literatury widzi obecnie w Jirim Kolaru pisarza o fundamentalnym znaczeniu dla rozwoju dwudziestowiecznego piśmiennictwa. Brutalny i drastyczny charakter niektórych utworów, mających wstrząsnąć odbiorcą, jak również niektóre wypowiedzi metapoetyckie, np. zawarte w wierszowanych traktatach poetyckich, zdradzają zacięcie moralistyczne i świadczą o stawianiu przez twórcę etyki ponad estetyką. Jiri Kolar tym razem wreszcie po polsku w znakomitym tłumaczeniu jednego z największych specjalistów od literatury czeskiej, Leszka Engelkinga.

piątek, 10 września 2010

Grzegorz Chojnowski: Wieczór z Kulturą, 9 września 2010




Wieczór z Kulturą, 9 września 2010


Na deski wrocławskiego Teatru Współczesnego wraca "Białe małżeństwo" Tadeusza Różewicza. Premiera już jutro na dużej scenie. To jest historia Bianki, pozornie zwyczajnej dziewczyny, która dojrzewa i za chwilę zostanie wydana za mąż. W rzeczywistości jednak jest to przede wszystkim studium męsko-damskich relacji, traktat o istocie bycia z drugim człowiekiem, a także przenikliwy i ciągle aktualny obraz kondycji erotycznej Polaków. O tym spektaklu w Wieczorze z Kulturą mówili w rozmowie z Grzegorzem Chojnowskim: reżyserka, Krystyna Meissner, oraz Piotr Łukaszczyk, odtwórca roli Beniamina. Można było również posłuchać fragmentów spektaklu.


Krystyna Meissner powiedziała m.in.:


"Są momenty w życiu człowieka, kiedy wydaje się, że ciało mu dyktuje sposób zachowania i następuje jakaś zgodność zaakceptowania przez intelekt, przez duszę. Duszą nazywamy tę naszą świadomość i płciową, i tożsamościową itd. Ale są momenty kiedy to się bardzo rozłazi i następuje konflikt. I wtedy to się bardzo źle kończy".


Fragment kwestii Beniamina z "Białego małżeństwa":


"Ja jestem tak smętny jak kurhan na stepie,
a tak samotny jak wicher na morzu,
a tak zbłąkany jak liść na bezdrożu,
tak splątany jak połoz w czerepie.
Straszą mnie widma i tajemne zbrodnie,
śpiewają rajów skrzydlate Ahury".


W sobotę po 12.00 na antenie Radia Wrocław (102,3 MHz) będzie można zdobyć bilet na spektakl.



wtorek, 7 września 2010

Grzegorz Chojnowski: Wieczór z Kulturą, 7 września 2010




Od nowego sezonu Wieczór z Kulturą prowadzony przez Grzegorza Chojnowskiego można słuchać we wtorki i czwartki między godziną 19.00 a 20.00.


W dzisiejszej audycji było trochę o festiwalu Wratislavia Cantans (rozmowa z Trevorem Pinnockiem, wybitnym angielskim muzykiem grającym na klawesynie), o jubileuszu opery wrocławskiej (rozmowa z Ewą Michnik), o wystawie nagród Andrzeja Wajdy w Kamienicy Pod Złotym Słońcem oraz o najnowszej płycie zespołu Acid Drinkers, o której opowiadał Jerzy Węgrzyn. Podczas trwania programu można było wygrać podwójny bilet na Wratislavia Cantans oraz katalog z wystawy nagród Andrzeja Wajdy.


Opera wrocławska obchodzi w tym roku 65-lecie. Jutro wielki jubileuszowy koncert o godz. 12.00. W wywiadzie dla Wieczoru z Kulturą Ewa Michnik powiedziała m.in. i takie słowa:


"Bardzo trzeba się strzec takiej rutyny, w którą można wpaść. Trzeba nie przywiązywać się do tego, co się już zrobiło, tylko ciągle patrzeć na to krytycznie i poszukiwać ciągle czegoś nowego, to wtedy jest szansa zachowania świeżości".


Poniżej zamieszczam relację Grzegorza Chojnowskiego z wystawy nagród Andrzeja Wajdy w Kamienicy Pod Złotym Słońcem (Rynek 6) we Wrocławiu. Wystawa będzie jeszcze czynna do 21 września. Wstęp jest wolny. Można robić zdjęcia.



Grzegorz Chojnowski
Oskar i inne nagrody filmowe Andrzeja Wajdy


Niektórzy zwiedzają tę wystawę po bożemu, czyli od wejścia do sali na pierwszym piętrze kamienicy Pod Złotym Słońcem. Ale wielu kieruje się wprost do gabloty ze złotolśniącym Oscarem nr 2987, przyznanym Andrzejowi Wajdzie przez Amerykańską Akademię Filmową w 2000 roku. Okazja do zobaczenia na żywo najważniejszej nagrody filmowej świata jest sprawą wyjątkową i trudno się dziwić, że pozostałe wyróżnienia bledną w blasku statuetki-marzenia wszystkich filmowców. Lecz nie tylko Oscar zasługuje tu na szczególną uwagę, bo niedaleko do podziwiania mamy Złotą Palmę festiwalu w Cannes za "Człowieka z żelaza", srebrne berlińskie niedźwiadki czy gdyńsko-gdańskie lwy. Nieźle się prezentuje europejski Feliks za całokształt czy francuski Cezar za "Dantona", trochę skromniej ważne nagrody zdobyte w San Sebastian (Srebrna Muszla za "Wesele"), Moskwie ("Ziemia obiecana") czy Mediolanie ("Krajobraz po bitwie").


W liczbach też brzmi to imponująco, bo nagród jest kilkaset, licząc statuetki, medale i dyplomy. Wszystkie, z wyjątkiem paru, ofiarowane przez Wajdę wrocławskiemu Ossolineum. Obok starannie wyeksponowanych w gablotach wyróżnień na mini ekranach można podejrzeć wybory scen z najważniejszych tytułów, a kiedy podejdziemy bliżej do elektronicznego portretu reżysera, zobaczymy, iż złożony został z pikselowych kwadratów, przedstawiających filmowe fotosy. Miesza się więc multimedialna nowoczesność i prezentacja tradycyjna, tak doskonale przepróbowana jakis czas temu w tym samym Ossolineum podczas wystawy poświęconej Juliuszowi Słowackiemu. Nic dziwnego, za najnowszą odpowiadają ci sami autorzy: kuratorka Małgorzata Orzeł i pomysłowi artyści z wrocławskiej ASP, Jakub Jernajczyk oraz Magdalena Kacprzak-Gagatek.


To, co od razu przychodzi do głowy po obejrzeniu tak wielu przedmiotów odebranych przez Wajdę w ciągu dziesiątek lat twórczej pracy, to nie tylko wspomnienie chwil spędzonych w kinie, ale i bogactwo form, jakie była w stanie zaprojektować ludzka wyobraźnia. Są tutaj bowiem nagrody-rzeźby niezwykłej urody lub/i pomysłu. Od zwiewnego Don Kichota, przyznanego przez Polską Federację DKF-ów za "Człowieka z marmuru", dosłowną Złotą Pieczęć (belgradzkie uznanie dla "Dyrygenta"), przez śliczną sarenkę za "Piłata i innych" (Bambi, czyli Niemiecka Nagroda Filmowa), po praskiego Złotego Golema. Jest Złota Kaczka, Żaba, Grono, Orły, jest Srebrna Karawela, zdobyta za "Smugę cienia" w Kolumbii, nie zapomniano o pomniejszych wyróżnieniach wojewody podlaskiego czy liceum plastycznego.


Odbierając Oscara (na co dzień własność Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego), Andrzej Wajda mówił: "Przyjmuję tę zaszczytną nagrodę jako wyraz uznania, nie tylko dla mnie, ale dla całego polskiego kina". Szkoda, że po 10 latach od tamtej wizyty reżysera w Los Angeles widoków na nowego Wajdę (i nowe prawdziwe międzynarodowe sukcesy) w polskim kinie nie ma. Ostatnimi dotąd fabułami nominowanymi do Oscara były (w odwrotnie chronologicznej kolejności): "Katyń" (2007), "Człowiek z żelaza", "Panny z Wilka", "Ziemia obiecana" (1976). I to jeden z dwóch gorzkich akcentów wizyty na tej wspaniałej wystawie. Drugim jest cena katalogu: 50 złotych.



Patriotyczne koszulki i gadżety

Patriotyczne koszulki i gadżety
Patriotyczne koszulki i gadżety